Kilka słów o poświęcaniu się

Słowa pochodzą od Opiekunów Duchowych z odczytu Kronik Akaszy. (18.04.25)

„Kiedy wybierasz strategię poświęcania się, wiele tracisz a to, co stracisz często niełatwo odzyskać. Te strategie są niszczące dla obu stron dając tylko wątpliwe, iluzoryczne korzyści.
Przede wszystkim tracisz siebie; swoją tożsamość, autentyczność, pasję i radość życia. Poświęcenie oznacza zwykle ograniczanie się, obudowywanie i zakładanie za małych masek. Nabierasz haust powietrza i zanurzasz się w czyjeś mętne wody w nadziei, że ktoś cię tam zauważy i wyłowi na brzeg, że ktoś lub coś cię uratuje tak, jak ty próbujesz kogoś uratować.
Robisz te wszystkie rzeczy, uważasz je za swą powinność i liczysz na uznanie, na gest, na medal, ale nikt nie wie, jaką cenę płacisz, jak wysokie koszty ponosisz, jak bardzo oddalasz się od siebie i jak wiele energii zużywasz, by utrzymać się na powierzchni i nabrać kolejny, spazmatyczny haust powietrza.

To jak sprzątanie dużego mieszkania. Ktoś przychodzi i mówi: ,no nawet posprzątane. Ale nie ma pojęcia, ile godzin ci to zajęło, z jakim trudem szorowałaś zacieki, sprzątałaś zakamarki; czy byłaś wyspana, czy nie bolała cię głowa, czy miałaś czas, by coś zjeść.

Nikt nigdy nie zobaczy w pełni twojego poświęcenia i nikt nigdy nie odda ci energii którą na to generujesz i dobrowolnie oddajesz. Poświęcanie się zasila bezradność drugiej strony i utwierdza ją w przekonaniu, że tak trzeba.
Możesz powiedzieć sobie: No tak, ale nie było nikogo innego, przecież musiałam to zrobić.
Trudność polega na tym że zwykle w takich sytuacjach nie umiesz powiedzieć: Dość! Stop! Tu jest granica mojej wytrzymałości. Tu jest moja przestrzeń. Nie mam już siły ani zasobów, żeby dać więcej. Nie mogę i nie chcę. I mam prawo.
Być może myślisz sobie, że cierpienie uszlachetnia, ale to bujda na resorach, grubymi nićmi szyty daleko idący skrót myślowy, który już dawno powinien odejść w zapomnienie. To przekonanie kaleczy. Nie służy wyzwoleniu z okowów strachu przed życiem. Cierpienie niszczy, nie buduje. Na tym fundamencie nie da się zbudować zdrowej relacji. Skutków ubocznych poświęcania się jest tak wiele a wy nadal wchodzicie w to jak w masło.
Wyjdźcie z cienia, przestańcie się samoograniczać. Sami to sobie robicie – w nadziei na medal, na korzyści, na rekompensaty, na zwrot kosztów z nawiązką. To się nie wydarza i nie wydarzy (a ty podskórnie o tym wiesz i bez naszego gadania).
Jeśli ktoś chce pozostać w swoim cierpieniu, ma do tego pełne prawo. Jeśli ktoś chce napawać się widokiem własnej wykrzywionej bólem twarzy, ma do tego pełne prawo. Jeśli ty stoisz obok w założonych przez siebie za małych butach i krwawią ci stopy, to też masz do tego prawo, ale nie miej złudzeń, że inny cierpiący zauważy twoje cierpienie, bo ofiara zwykle skupiona jest wyłącznie na sobie. I tak ofiara staje się katem, ratownik ofiarą a koło cierpienia się zamyka. Wyjdź z tego kręgu. Już najwyższa pora odzyskać siebie.”