To wpis dla sfrustrowanych i zwątpiałych.
Dla tych, co weszli na swoją ścieżkę zmian, posłuchali intuicji i zrezygnowali z „bezpiecznej” pracy na etacie. Były nadzieje i pomysły prosto z serca, ale mimo zaangażowania, energii i środków, efektów brak. Tylko przytłaczająca, szara rzeczywistość i rachunki do opłacenia. I uśmiechy politowania, przewracanie oczami za plecami i jawne przytyki ze strony najbliższych. Telefony nie dzwonią, projekty się nie pojawiają, propozycji współpracy brak. Miało być pięknie a jest do niczego. W głowie bezradność, poczucie porażki i wizja powrotu do kieratu na znienawidzonym etacie. Ja też byłam kiedyś w tym miejscu.
Mam wrażenie, że powyższy temat pojawia się wśród moich znajomych i klientów częściej. Pomyślałam więc, żeby wejść w Kroniki po jakąś radę i słowa, które pomogą to wszystko zrozumieć.
Przeczytaj do końca, bo będzie konkret.
Słowa pochodzą od Opiekunów Duchowych z odczytu Kronik Akaszy (22.6.25)
„Im bardziej się „starasz”, tym więcej w tym próby kontroli, a nie na tym polega życie.
Jeśli żyjesz w przekonaniu, ze cię nie stać, że nie możesz, że chciałabyś ale… , to nie dziw się, że rzeczywistość ci to pokazuje. Nie wszystko też zależy od ciebie. Nie jesteś w stanie kontrolować rynku pracy ani NICZEGO, co jest na zewnątrz. Jedyne, co realnie możesz zmienić, to twoje wewnętrzne nastawienie. A wtedy świat zewnętrzny automatycznie na to zareaguje.
Nie wystarczy jednak powiedzieć sobie „będzie dobrze”, jeśli to tylko pobożne życzenie a pod spodem goreje wielka kula gniewu, bólu czy rozpaczy. W ten sposób żadna afirmacja nie zadziała. Dlatego trzeba pozbyć się tego, co blokuje cię od wewnątrz. Wyrzucić z siebie nie tylko lęk, ale przede wszystkim przekonania o sobie: o niezasługiwaniu, o nieprzynależeniu i niepozwalaniu sobie na lekkość i obfitość. Dołóżmy do tego wyniesione z domu przekonania o etosie ciężkiej pracy w znoju, trudzie i mozole i masz już gotowy przepis na „katastrofę”.
To ty sam_a sobie to robisz. To ty sam_a w siebie nie wierzysz, więc dlaczego oczekujesz, że inni uwierzą w ciebie bardziej?
Ze spełnianiem marzeń jest jak z łapaniem złotej rybki.
Stoisz bezpiecznie po pas w czystym morzu.
Wyciągasz rękę i czujesz, jak woda przelewa się między palcami. Jeśli stoisz spokojnie, scalasz się z nią i prędzej czy później na otwartą dłoń wpłynie twoja Złota Rybka.
A teraz wyobraź sobie, że wymachujesz w wodzie rękami. Wykonujesz gwałtowne ruchy i robisz wokół siebie dużo hałasu. Szarpiesz się chaotycznie, bo przecież nauczono cię, że MUSISZ coś robić, że im więcej tym lepiej, że lepiej cokolwiek, niż nic.
„Gdzie ona jest?! Skąd przypłynie?! Muszę ją sam_a znaleźć i do niej podpłynąć? A co, jeśli ją przegapię? Ej! Ja tu czekam! No dalej!”
Desperackie ruchy tylko ją odstraszają. Jak ma przypłynąć, jeśli sam_a mącisz i wzburzasz nurt? W mętnej wodzie, w napięciu trudniej będzie ci ją zauważyć.
Jeśli odważyłeś się wejść do wody, ale dygoczesz ze strachu przed rekinem, to zgadnij, co sam_a sobie projektujesz. A fale w wodzie rozchodzą się łatwo… Tak samo działają fale energii, którą emanujesz każdego dnia. Pomyśl o tym.
Nie zaciskaj pięści, żeby rybka miała gdzie wpłynąć.
I odpuść oczekiwania na temat jej wielkości czy kształtu, bo nie wiesz, do czego jest zdolna każda, nawet najmniejsza z nich. Przypłynie do ciebie najwłaściwsza. Spełni twoje „trzy życzenia” w najodpowiedniejszy dla ciebie (nie twojego Ego) sposób.
Zrobiłeś już tak wiele, żeby tu być. Wszedłeś do wody, płyniesz Nurtem Życia. Nauczyliśmy cię pływać, ale to ty wybierasz czy i jak płyniesz. To nasza rada dla ciebie.”
Ale to nie koniec. Już na początku przyszło do mnie, żeby jako uzupełnienie udostępnić też ćwiczenie ujawniające świadome i podświadome przekonania. Jego szczegółowy opis znajdziesz tutaj.
Z Miłością!
Beata

